Popatrzyłam na nasze zdjęcie. Eugene obejmujący Stacy z promiennym uśmiechem, a koło nich stała ona, Forrest Tate oraz Sheila Holloway - jej paczka. Wyprostowałam zagięcia fotografii.
* 25 listopada 1974 *
Popatrzyłam na twarz Stacy. Widziałam w jej oczach miłość do Eugene. Było widać, że się kochali - przytulając,całując. Bolało mnie to. Nigdy nie zdradziłabym jej. Stacy jest moją siostrą. Kocham ją
i nie mogłam jej skrzywdzić, dlatego odeszłam z tego pokoju.
Wracając do swojego pokoju zauważyłam Forresta. Stał oparty o ścianę i obserwował coś na przeciw niego. Stanęłam przy nim i spojrzałam na w tą samą stronę co on. Patrzył na obraz Adele Penhallow.
i nie mogłam jej skrzywdzić, dlatego odeszłam z tego pokoju.
Wracając do swojego pokoju zauważyłam Forresta. Stał oparty o ścianę i obserwował coś na przeciw niego. Stanęłam przy nim i spojrzałam na w tą samą stronę co on. Patrzył na obraz Adele Penhallow.
- Mogę Cię o coś spytać, Leila - zaczął. Jedyny tak na mnie mówi. Nadal wpatrywał się w bladą twarz kobiety. - Czy kiedykolwiek kochałaś kogoś tak, że wybaczyłaś mu ból, który Ci sprawił? - powiedział zrezygnowanym głosem.
- Tak - wyszeptałam. Skierował wzrok na mnie. W jego oczach nie znalazłam zdziwienia. Wręcz przeciwnie.
- Wiem, że kochasz Eugene, ale jego miejsce jest przy Stacy. Wiesz o tym, prawda? - spytał zaciekawiony.
- Wiem - odparłam cicho. - Dlatego chciałam wrócić do Idrisu - odpowiedziałam cicho, spoglądając na obraz z Adele.
- Mogę jechać z tobą? - nagle zaproponował. Skierowałam mój zaciekawiony wzrok na jego bladą twarz. Miał chłopięcą urodę. Jego oczy były koloru czekoladowego. Mimo tych oczu był podobny do Leonardo DiCaprio z Titanica. - Nic mnie tutaj nie trzyma - uśmiechnął się smutno. Ścisnęłam jego dłoń, a on odwzajemnił mój gest. Po tej rozmowie rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Nazajutrz, po spakowaniu się; oznajmiłam szefowi Instytutu, że wyjeżdżam. Brittany i Dean Blackthorn spojrzeli na mnie zszokowani.
- Eillen, czemu? - spytała blondynka. Mogła mieć sto sześćdziesiąt centymetrów. Na jej twarzy widać było delikatne zmarszczki. Była piękną kobietą podobną do Sophii Loren. - Nie możesz tak po prostu odejść - skierowałam wzrok na Stacy, a potem na Eugene, następnie na Jeanette. Ona również wiedziała co czuję do jej brata. Na twarzy Stacy malował się szok. Nie patrzyłam drugi raz na Eugene. Za bardzo bolało mnie serce.
- Muszę. Poza tym nie jadę tam sama - popatrzyłam na Forresta. Skinęłam na niego głową. Na co wstał. Blackthornowie spojrzeli na mojego towarzysza. Delikatnie się do nich uśmiechnął.
- Przynajmniej Leila nie będzie sama - odparł, po czym wyszedł z biblioteki.
- Eillen, czemu? - spytała blondynka. Mogła mieć sto sześćdziesiąt centymetrów. Na jej twarzy widać było delikatne zmarszczki. Była piękną kobietą podobną do Sophii Loren. - Nie możesz tak po prostu odejść - skierowałam wzrok na Stacy, a potem na Eugene, następnie na Jeanette. Ona również wiedziała co czuję do jej brata. Na twarzy Stacy malował się szok. Nie patrzyłam drugi raz na Eugene. Za bardzo bolało mnie serce.
- Muszę. Poza tym nie jadę tam sama - popatrzyłam na Forresta. Skinęłam na niego głową. Na co wstał. Blackthornowie spojrzeli na mojego towarzysza. Delikatnie się do nich uśmiechnął.
- Przynajmniej Leila nie będzie sama - odparł, po czym wyszedł z biblioteki.
***
Usłyszałam pukanie do drzwi. Niemrawo wstałam. Założyłam szlafrok i podeszłam do nich. Ukazał mi się widok uśmiechniętego Willisa. Przetarłam oczy. Po czym sobie przypomniałam, że moje włosy dostały własnego życia. Szybko jak to możliwe je uporządkowałam.
- Cześć. Zastanawiałem się czy nie chciałabyś zjeść ze mną śniadania albo czy już je jadłaś - w ręku trzymał podstawkę z dwoma kubkami.
- Właściwie to przed chwilą wstałam i chętnie coś zjem - powiedziałam odwzajemniając jego uśmiech. - Przebiorę się i zaraz wracam. - Wróciłam do pokoju. Otworzyłam komodę która stała na przeciwko mojego łóżka. Wyjęłam z niej dżinsy, które były delikatnie za ciasne i czarny top bez żadnych nadruków. Spojrzałam jeszcze w lustro, które wisiało nad komodą. Jednak moje włosy były w ciągłym nieładzie. Wyszłam na korytarz. Willis siedział na kanapie i patrzył się na przeciwległej ściany. Podeszłam do niego i skierowałam wzrok tam gdzie i on.
- Czyj to obraz? - na nim była postać pięknej kobiety, ubranej w osiemnastowieczną suknię. Jej twarz była blada, co mnie nie dziwiło jak na tamtejsze czasy. Zaś oczy miała piękne. Błękitne niczym niebo w słoneczny dzień.
- Adele Penhallow - odparł Willis. Po jego twarzy twarzy widziałam, że to był ktoś ważny dla niego i możliwe dla jego rodziny. - Możemy iść? - zapytał po cichu. Skinęłam głową i ruszyliśmy.
- Czyj to obraz? - na nim była postać pięknej kobiety, ubranej w osiemnastowieczną suknię. Jej twarz była blada, co mnie nie dziwiło jak na tamtejsze czasy. Zaś oczy miała piękne. Błękitne niczym niebo w słoneczny dzień.
- Adele Penhallow - odparł Willis. Po jego twarzy twarzy widziałam, że to był ktoś ważny dla niego i możliwe dla jego rodziny. - Możemy iść? - zapytał po cichu. Skinęłam głową i ruszyliśmy.
Zeszliśmy na dół do stołówki. Moje oczy zatrzymały się na twarzy Brandy, która wesoło rozmawiała z Tarą. Willis podszedł już do baru i wziął dwie tacki, na których było już jedzenie. Podszedł do mnie, wręczył mi tackę, a ja w odezwie uśmiechnęłam się do niego. Usiadłam koło Eillen, która uśmiechnęła się promiennie.
- Dobrze spałaś? - zapytała zaciekawiona.
- Tak, dziękuję - odparłam. Spojrzałam na jedzenie. Była to sałatka z serem fetą, papryką i rzodkiewką. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością do Willisa.
- Po śniadaniu pójdziemy do biblioteki. Opowiem Ci co nieco o nas - odezwała się Eillen. Spojrzałam w stronę dziewczyn. Tara i Brandy udawały, że mnie nie widzą, jednak ja wyczułam, że pokazują na mnie palcami.
***
- Pierwszym założonym Instytutem był Instytut w Nowym Jorku. To tam poznałam Twoją ciocię, Jeanette. Bardzo się przyjaźniłyśmy. Po paru miesiącach do naszej dwójki dołączył jej brat, a Twój tata - w głosie Eillen usłyszałam delikatne zawahanie się a zarazem smutek. Kobieta podawała co rusz zdjęcia mojego ojca z ich trójką. - Spędzaliśmy razem dużo czasu. Do naszej paczki dołączyła Stacy, Twoja mama. I od tego wszystko się zaczęło. - Eillen podała mi kolejne zdjęcie, na którym są moi rodzice.
- Co się zaczęło? - zapytałam zaciekawiona. Patrząc na nich zauważyłam, że mam oczy matki, jednak bardziej jestem podobna do ojca. Wyglądali na szczęśliwych.
- Zaczęli częściej wyjeżdżać na Łowy. Sami. A gdy Przewodniczący Instytutu kazał naszej grupie na wyjazd, podczas którego mieliśmy zbadać teren, Twoi rodzice bardzo o siebie dbali. - Podała mi kolejne zdjęcie na którym był wysoki mężczyzna o czekoladowych oczach.
- A kim jest ten chłopak? - pokazała zdjęcie Eillen. Ona spojrzała na nie i się uśmiechnęła.
- Forrest Tate - powiedziała tylko i zabrała mi zdjęcie. Schowała do pudełka i zamknęła wieko. - Courtney, może to zabrzmi banalnie - ale tutaj jest Twój dom i powinnaś tutaj zostać ze względu dlaczego kim jesteś - w jej oczach widziałam spokój i wyrozumiałość. - Wiem, że rodzice chcieliby żebyś tutaj była - dodała. - Dam ci kilka książek o naszej historii do poczytania.
- Co się zaczęło? - zapytałam zaciekawiona. Patrząc na nich zauważyłam, że mam oczy matki, jednak bardziej jestem podobna do ojca. Wyglądali na szczęśliwych.
- Zaczęli częściej wyjeżdżać na Łowy. Sami. A gdy Przewodniczący Instytutu kazał naszej grupie na wyjazd, podczas którego mieliśmy zbadać teren, Twoi rodzice bardzo o siebie dbali. - Podała mi kolejne zdjęcie na którym był wysoki mężczyzna o czekoladowych oczach.
- A kim jest ten chłopak? - pokazała zdjęcie Eillen. Ona spojrzała na nie i się uśmiechnęła.
- Forrest Tate - powiedziała tylko i zabrała mi zdjęcie. Schowała do pudełka i zamknęła wieko. - Courtney, może to zabrzmi banalnie - ale tutaj jest Twój dom i powinnaś tutaj zostać ze względu dlaczego kim jesteś - w jej oczach widziałam spokój i wyrozumiałość. - Wiem, że rodzice chcieliby żebyś tutaj była - dodała. - Dam ci kilka książek o naszej historii do poczytania.
***
Szedłem właśnie koło biblioteki, gdy za rogu wyszła Courtney i wpadła na mnie. Jej książki, które trzymała, leżały porozrzucane na podłodze.
- Uważaj jak chodzisz - odparłem nie patrząc na dziewczynę i podnosząc jeden tom oprawiony
w czarną skórę. - Wiesz że nie można tego wynosić? - zapytałem trzymając księgę w ręku przed dziewczyną.
- Eillen mi ją dała - powiedziała odgarniając swoje brązowe włosy. Spojrzała w bok, a potem
z powrotem na mnie. Wyglądała na zawstydzoną. - Możesz mi ją oddać? - zapytała cicho.
- Nie - powiedziałem prowokująco. Jej wzrok automatycznie się zmienił. - Nie mogę ci jej oddać.
To wbrew zasadom.
- Mówiłam że Eillen mi ją dała - fuknęła. - Oddawaj ją! - próbowała mi ją wyrwać. - Oliver! - akurat przechodziły Brandy z Tarą. Miały rozbawione miny.
- Proszę. Proszę. Proszę - odezwała się ta druga. - Najpierw jednego okręciłaś wokół palca, a teraz próbujesz drugiego - powiedziała siostra Oliviera. Rzuciła wzrokiem na brata. Poklepała go po ramieniu.
- Uważaj jak chodzisz - odparłem nie patrząc na dziewczynę i podnosząc jeden tom oprawiony
w czarną skórę. - Wiesz że nie można tego wynosić? - zapytałem trzymając księgę w ręku przed dziewczyną.
- Eillen mi ją dała - powiedziała odgarniając swoje brązowe włosy. Spojrzała w bok, a potem
z powrotem na mnie. Wyglądała na zawstydzoną. - Możesz mi ją oddać? - zapytała cicho.
- Nie - powiedziałem prowokująco. Jej wzrok automatycznie się zmienił. - Nie mogę ci jej oddać.
To wbrew zasadom.
- Mówiłam że Eillen mi ją dała - fuknęła. - Oddawaj ją! - próbowała mi ją wyrwać. - Oliver! - akurat przechodziły Brandy z Tarą. Miały rozbawione miny.
- Proszę. Proszę. Proszę - odezwała się ta druga. - Najpierw jednego okręciłaś wokół palca, a teraz próbujesz drugiego - powiedziała siostra Oliviera. Rzuciła wzrokiem na brata. Poklepała go po ramieniu.
- Nikogo sobie nie okręciłam - odgryzła się Courtney.
- Czyli Willis tak sam z siebie lata wokół ciebie. Na pewno go nie namawiałaś? - Tara zbliżyła się do dziewczyny. - A może jednak - dodała szeptem.
- Dobra, daj jej spokój - odezwałem się łapiąc siostrę za nadgarstek. - Idź po trenuj - popatrzyła na mnie. Przyjaciółki popatrzyły się na Courtney. Brandy prychnęła i obie odeszły. Minąłem ją
i ruszyłem dalej. Nie oddałem jej książki.
- Oliver, możesz wreszcie oddać mi książkę! - krzyknęła za moimi plecami. - Słyszysz? - ruszyła za mną. Złapała mnie za ramię. Przystanąłem. Stanęła na przeciw mnie. - Dasz mi ją? - wyciągnęłam rękę. Zerknąłem na jej dłoń.
- Idę do Eillen - powiedziałem cicho i otworzyłem drzwi do biura Przewodniczącej. - Eillen, mogę cię o coś zapytać? - spojrzała na mnie znad papierów. - Czemu dałaś Courtney tą księgę? - zapytałem.
- Ponieważ powinna wiedzieć o nas coś więcej - przypomniała wstając z krzesła i przechodząc przed biurko. - Każdy z nas czytał tą księgę.
- Rozumiem, ale Courtney nie .... - zacząłem.
- Ona tutaj zostanie - powiedziała stanowczo - przerwała Przewodnicząca. - Tym bardziej będziesz ją trenować - dodała.
- Nie - palnąłem. - Nie chce jej uczyć. Nie możesz kogoś innego poprosić? - zapytałem.
- Nie mam nikogo odpowiedniego, a Brandy i Tara moim zdaniem nie nadają się do tego - powiedziała. - Oliver, proszę cię. Mogę na ciebie liczyć? - zapytała patrząc mi prosto w oczy. Ciężko wciągnąłem powietrze.
- Niech będzie - powiedziałem zrezygnowany.
- Czyli Willis tak sam z siebie lata wokół ciebie. Na pewno go nie namawiałaś? - Tara zbliżyła się do dziewczyny. - A może jednak - dodała szeptem.
- Dobra, daj jej spokój - odezwałem się łapiąc siostrę za nadgarstek. - Idź po trenuj - popatrzyła na mnie. Przyjaciółki popatrzyły się na Courtney. Brandy prychnęła i obie odeszły. Minąłem ją
i ruszyłem dalej. Nie oddałem jej książki.
- Oliver, możesz wreszcie oddać mi książkę! - krzyknęła za moimi plecami. - Słyszysz? - ruszyła za mną. Złapała mnie za ramię. Przystanąłem. Stanęła na przeciw mnie. - Dasz mi ją? - wyciągnęłam rękę. Zerknąłem na jej dłoń.
- Idę do Eillen - powiedziałem cicho i otworzyłem drzwi do biura Przewodniczącej. - Eillen, mogę cię o coś zapytać? - spojrzała na mnie znad papierów. - Czemu dałaś Courtney tą księgę? - zapytałem.
- Ponieważ powinna wiedzieć o nas coś więcej - przypomniała wstając z krzesła i przechodząc przed biurko. - Każdy z nas czytał tą księgę.
- Rozumiem, ale Courtney nie .... - zacząłem.
- Ona tutaj zostanie - powiedziała stanowczo - przerwała Przewodnicząca. - Tym bardziej będziesz ją trenować - dodała.
- Nie - palnąłem. - Nie chce jej uczyć. Nie możesz kogoś innego poprosić? - zapytałem.
- Nie mam nikogo odpowiedniego, a Brandy i Tara moim zdaniem nie nadają się do tego - powiedziała. - Oliver, proszę cię. Mogę na ciebie liczyć? - zapytała patrząc mi prosto w oczy. Ciężko wciągnąłem powietrze.
- Niech będzie - powiedziałem zrezygnowany.
****
Otworzyłam księgę, którą w końcu odebrałam Oliverowi. Poprawiłam się na fotelu żeby widzieć tekst. Tak samo zrobiłam z lampą.
- Pierwsi Nocni Łowcy istnieli już w starożytnym Rzymie. Początkowo żyli między ludźmi, jednakże zagrożenie z każdym dniem rosło i musieli uciekać. Wtedy, założono pierwszy instytut w Rzymie. Pierwszym Przewodniczącym Rzymskiego Instytutu został Titus Valerius. Razem ze swoimi braćmi założył kolejne Instytuty w Europie - przeczytałam na początku wstępu, który był dosyć obszerny.
Księga przez kolejne rozdziały wprowadzała mnie w działanie Instytutu i ich pochodzenie. Dosyć ciekawe był tekst o naszym Instytucie. Jednakże jeden rozdział był o Mrocznej Wojnie. Z ciekawością wczytywałam się w każde słowo.
- Przed pięćdziesięcioma latami, pewien wyklęty Nocny Łowca wzniecił Powstanie, które doprowadziło do rozłamu w świecie Neflim. Wojna doprowadziła, że część Nocnych Łowców nie wróciła do Idrisu - przeczytałam. - Jednych z nich byli Adele i Michael Houston. - Spojrzałam na tekst jeszcze. Szybko poderwałam się z miejsca i wyszłam ze swojego pokoju. W ręce nadal trzymałam księgę. Mijając zakręt, poczułam ból w karku. Opadłam na ziemię, wypuszczając tom z dłoni.
Otworzyłam oczy. Przez chwilę nic nie czułam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w ciemnym pomieszczeniu, które oświetlało go tylko ledwo świecąca żarówka.
- Nie ruszaj się, bo będzie bolało - odezwał się męski głos. Podszedł do mnie powoli.
- Gdzie jestem? - wydukałam, odzyskując głos. - Kim jesteś?
- Kimś, kogo nie chciała spotkać - odparł.
- Louis, możesz odejść - usłyszałam inny męski głos. Mężczyzna, tak samo jak poprzedni podszedł do mnie. Usiadł w nogach łóżka, na którym leżałam. - Posłuchaj - zauważyłam, że w rękach trzymał małą figurkę.
- Gdzie jestem i kim ty jesteś? - próbowałam się podnieść. Zabolało mnie w karku, tak samo jak i w piersiach. Skrzywiłam się. - Co tutaj robię?
- Jesteś mi potrzebna. Twój ojciec będzie zadowolony - odpowiedział.
- Mój ojciec nie żyje - powiadomiłam. Chłopak zaśmiał się. Nie rozumiałam o co mu chodzi. - Czemu się śmiejesz? - zapytałam. - Słyszysz?
- Twoi rodzice żyją Courtney - wstał. - Powinni za chwilę tutaj przyjść - po czym wyszedł, zostawiając mnie zdezorientowaną.
Znowu ktoś wszedł do pokoju. Ból ustąpił, więc mogłam usiąść. Spojrzałam na mojego gościa. Tym razem była to średniego wzrostu kobieta. Stanęła na przeciwko mnie. Mogłam zobaczyć jej twarz. Nie wierzyłam własnym oczom.
- Mama ... - wydukałam po czym zemdlałam.
- Przed pięćdziesięcioma latami, pewien wyklęty Nocny Łowca wzniecił Powstanie, które doprowadziło do rozłamu w świecie Neflim. Wojna doprowadziła, że część Nocnych Łowców nie wróciła do Idrisu - przeczytałam. - Jednych z nich byli Adele i Michael Houston. - Spojrzałam na tekst jeszcze. Szybko poderwałam się z miejsca i wyszłam ze swojego pokoju. W ręce nadal trzymałam księgę. Mijając zakręt, poczułam ból w karku. Opadłam na ziemię, wypuszczając tom z dłoni.
Otworzyłam oczy. Przez chwilę nic nie czułam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w ciemnym pomieszczeniu, które oświetlało go tylko ledwo świecąca żarówka.
- Nie ruszaj się, bo będzie bolało - odezwał się męski głos. Podszedł do mnie powoli.
- Gdzie jestem? - wydukałam, odzyskując głos. - Kim jesteś?
- Kimś, kogo nie chciała spotkać - odparł.
- Louis, możesz odejść - usłyszałam inny męski głos. Mężczyzna, tak samo jak poprzedni podszedł do mnie. Usiadł w nogach łóżka, na którym leżałam. - Posłuchaj - zauważyłam, że w rękach trzymał małą figurkę.
- Gdzie jestem i kim ty jesteś? - próbowałam się podnieść. Zabolało mnie w karku, tak samo jak i w piersiach. Skrzywiłam się. - Co tutaj robię?
- Jesteś mi potrzebna. Twój ojciec będzie zadowolony - odpowiedział.
- Mój ojciec nie żyje - powiadomiłam. Chłopak zaśmiał się. Nie rozumiałam o co mu chodzi. - Czemu się śmiejesz? - zapytałam. - Słyszysz?
- Twoi rodzice żyją Courtney - wstał. - Powinni za chwilę tutaj przyjść - po czym wyszedł, zostawiając mnie zdezorientowaną.
Znowu ktoś wszedł do pokoju. Ból ustąpił, więc mogłam usiąść. Spojrzałam na mojego gościa. Tym razem była to średniego wzrostu kobieta. Stanęła na przeciwko mnie. Mogłam zobaczyć jej twarz. Nie wierzyłam własnym oczom.
- Mama ... - wydukałam po czym zemdlałam.
****
Zapukałem do pokoju Courtney. Nic. Zapukałem jeszcze raz. Nadal nic. Otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka, rozglądając się czy znajdę tutaj dziewczynę. Jednak jej nie znalazłem. Zdziwiony wyszedłem z pomieszczenia. Koło mnie przebiegła Eilleen. Pobiegłem za nią. Odszukałem ją w bibliotece. Szukała jakieś księgi i była zdenerwowana.
- Eilleen - odezwałem się, lecz nie zareagowała. - Co się stało? - powiedziałem głośniej.Dotknąłem jej nadgarstka. Spojrzała na mnie zdezorientowana. - Co się dzieje?
- Porwali ją - odparła kładąc kolejną księgę na stolik.
- Kto? - zapytałem zaciekawiony.
- Jej rodzice - odparła, po czym wyjęła kolejną księgę. - Oni żyją i właśnie chcą zrobić to samo sprzed pięćdziesiąt - dodała. - Doprowadzić do wojny.
